Telefon - udręka introwertyka

Telefon – udręka introwertyka

Kilka miesięcy temu zbierałam wymagania do kalkulatora internetowego pozwalającego na sprzedaż jednego z oferowanych przez firmę produktów. Kiedy prowadziłam wywiady z osobami z Działu Sprzedaży, tym co najbardziej zwróciło moją uwagę, była ich silna potrzeba pozyskiwania leadów sprzedażowych, czyli kontaktów telefonicznych do potencjalnych klientów. Wymaganie dotyczące pozyskiwania od klienta numeru telefonu pojawiało się tak często i w tak wielu miejscach, że ja sama, próbując postawić się na miejscu kupującego, poczułam się tym osaczona. Kiedy zwróciłam na to uwagę, usłyszałam odpowiedź “ale nasi klienci lubią, jak się do nich dzwoni”. W takim razie ja nie zostanę “naszym” klientem.

Wydawać by się mogło, że jeżeli potencjalny klient woli zakupy bezpośrednie, to pojedzie do sklepu. Jeśli chce przed zakupem porozmawiać z jakimś doradcą, to zadzwoni. Jeżeli jednak wchodzi na stronę, żeby dokonać zakupów przez internet, to chce to zrobić samodzielnie, na spokojnie, w najlepszym dla niego czasie i nie chce, aby mu ktoś w tym przeszkadzał.

Zdaję sobie sprawę, że różne statystyki mówią, że jeśli chce się sprzedać X produktów, należy zadzwonić do Y osób. Ale może zamiast iść na ilość, należałoby postawić na jakość i dzwonić do tych klientów, u których istnieje choćby cień szansy na sprzedanie czegoś tym kanałem sprzedaży.

Jako typowy introwertyk nienawidzę rozmawiać przez telefon i nie jestem tutaj wyjątkiem. Zdecydowana większość introwertyków podpisze się pod tym stwierdzeniem. Mogę porozmawiać z kimś twarzą w twarz, mogę napisać maila, ale dźwięk telefonu działa na mnie jak przysłowiowa “płachta na byka”. Jeszcze nigdy nikomu nie udało się sprzedać mi czegokolwiek przez telefon, a natrętne telefony z różnych instytucji powodują jedynie, że zaczynam się do nich nastawiać negatywnie, przez co z dużą dozą prawdopodobieństwa stracą mnie jako klienta w ogóle.

Rozmowa telefoniczna nie tylko nie sprawia mi przyjemności, ale jest wręcz dla mnie źródłem stresu. Jeśli muszę gdzieś zadzwonić, odkładam to na możliwie najpóźniej. Jeśli tylko mogę, deleguję załatwianie spraw telefonicznych innym osobom. Jeśli nie muszę dzwonić – nie dzwonię lub odkładam to w nieskończoność. Z góry przepraszam wszystkich znajomych, którzy być może czekają na mój telefon, albo już nie, ale ja naprawdę nie mogę się do tego zmusić … I to nie oznacza wcale, że Was nie lubię.

Oczywiście zdarzają się wyjątkowe sytuacje, kiedy mam do czynienia z kimś znajomym, bliskim. Kiedy kontakt bezpośredni jest znacznie utrudniony i telefon staje się najłatwiejszym narzędziem do jego podtrzymania. Wówczas rozmowa przychodzi zdecydowanie łatwiej. Aczkolwiek nawet wtedy po niezbyt długim czasie zaczynam odczuwać zmęczenie. Zdecydowanie gorzej jest jak po drugiej stronie słuchawki jest osoba obca. Wówczas każda minuta ciągnie się w nieskończoność, a ja zamiast skupić się na rozmowie, przez cały czas szukam sposobu w jaki ją zakończyć. Co do zasady telefon wykorzystuję głównie w sytuacjach alarmowych, kiedy trzeba kogoś o czymś powiadomić i na inną formę komunikacji nie ma już czasu.

Jeśli spodobał Ci się artykuł, zostaw Like’a. Jeśli uznasz artykuł za pożyteczny, udostępnij go swoim znajomym.
Daj znać, jeżeli poruszane przeze mnie tematy uważasz za interesujące. Możesz również zapisać się do newslettera, wówczas poinformuję Cię o nowym artykule.