Pieniądze i rozmowy na punkty

Pieniądze i rozmowy na punkty

“Zbyt wielu ludzi wydaje pieniądze, których NIE ZAROBILI, na rzeczy, których NIE POTRZEBUJĄ, by zaimponować ludziom, których nie lubią.” – Will Rogers

Mieszkając w dużym mieście i pracując w środowisku korporacyjnym bardzo często jestem świadkiem rozmów “na punkty”. To takie rozmowy, w których ludzie prześcigają się w opowiadaniu o tym, kto był na lepszych wakacjach, kupił najnowszy model samochodu, a jego dzieci uczęszczają na najbardziej wymyślne zajęcia dodatkowe. I kiedy widzę, jak ludzie bardzo angażują się w te rozmowy, ja uznaję je za tak niesamowicie nużące, że niepostrzeżenie wycofuję się rakiem.

Jak sięgam pamięcią pieniądze nigdy nie stanowiły dla mnie środka do wartościowania ludzi. Nigdy nie zazdrościłam nikomu tego, że może kupić sobie coś, na co mnie nie stać. Nie czuję się też lepsza od ludzi będących w gorszej sytuacji finansowej. Dla mnie liczy się inteligencja, życiowa mądrość i kultura, a to nie zawsze idzie w parze z finansowym dobrobytem. Nie czuję respektu przed ludźmi w drogich garniturach. Nie potrafię zachwycać się najnowszym modelem telefonu, czy domem z basem.

Pamiętam jak kiedyś w rozmowie z jedną osobą powiedziałam, że nie planuję budować domu, ponieważ mi dobrze mieszka się w bloku. Usłyszałam wtedy, że nie mam ambicji, a moje mieszkanie to „kurnik”. Każdy ma prawo do własnego zdania. Tak na marginesie, ta sama osoba kilka lat później kupiła sobie mieszkanie mniejsze od mojego i mieszka na tej „grzędzie” już prawie dekadę.

Moje ego nie każe mi chodzić w butach za 2000 złotych, ani jechać na najdroższe wakacje. Być może mogłabym wydawać więcej, ale mi w obecnym stylu życia niczego nie brakuje. Powiedzmy sobie szczerze, że duża cześć ludzi mieszkająca w tych wybudowanych przez siebie domkach pod miastem, pracuje od świtu do nocy, żeby spłacić zobowiązania kredytowe.

Ja lubię takie życie, które nie wymaga presji zarabiania wciąż więcej i więcej, nie stwarza ani długów, ani zobowiązań, ani związanych z tym zmartwień. Tym jest dla mnie wolność. Nie chcę pracować po godzinach, żeby spłacać mieszkanie, w którym nie będę miała czasu mieszkać. Nie chcę rezygnować z możliwości mówienia tego, co myślę, na rzecz mówienia tego, co inni chcą ode mnie usłyszeć, tylko w obawie, aby ktoś się na mnie nie obraził, czy mnie nie zwolnił.

Czy to znaczy, że nie zależy mi na pieniądzach? Ależ oczywiście, że zależy. Jest to mój główny czynnik motywujący, dla którego codziennie o szóstej z bólem zwlekam się z łóżka. Tylko pieniądze nie służą mi do budowania mojego statusu społecznego. Pieniądze są środkiem do zabezpieczenia potrzeb życiowych, wygody życia oraz dają poczucie bezpieczeństwa. Czy nie zdarza mi się pozwolić sobie na droższy wydatek? Zdarza mi się. Ale wówczas cena zakupu pozostaje moją tajemnicą.

Moje marzenia nie są materialne. No chyba, że mówimy o wygraniu fortuny, aby móc zadzwonić do pracy i powiedzieć „jutro nie przychodzę”. Ale wygrana nie byłaby środkiem do zakupu domu, nowego samochodu czy podróży zagranicznej dookoła świata. Wygrana oznaczałaby wolność. To byłby dzień od którego mogłabym wstawać wtedy, kiedy się wyśpię i robić rzeczy, na które mam ochotę, a na które teraz nie mam czasu, ponieważ muszę iść do pracy zarabiać pieniądze.

Jeśli spodobał Ci się artykuł, zostaw Like’a. Jeśli uznasz artykuł za pożyteczny, udostępnij go swoim znajomym.
Daj znać, jeżeli poruszane przeze mnie tematy uważasz za interesujące. Możesz również zapisać się do newslettera, wówczas poinformuję Cię o nowym artykule.

Podobne artykuły:
Wydatki pod lupą naukowców